W styczniu 2018 roku zwróciła się do mnie moja bliska koleżanka z propozycją zrobienia z nią flipa. Przyznam szczerze, że mocno mnie zaskoczyła. Po pierwsze nie miałam takich środków finansowych ani w ogóle nie rozumiałam tego biznesu. Jestem z natury szałaputem i uczę się tylko poprzez działanie a, że miałam do niej ogromne zaufanie, tym szybciej podjęłam decyzję o wspólnym przedsięwzięciu.
Pierwszym krokiem jaki podjęłyśmy było wykupienie abonamentu w jednej agencji, która specjalizowała się w tropieniu okazji i przystąpiłyśmy do poszukiwania okazji inwestycyjnej. Dość szybko zorientowałyśmy się, że okazyjne oferty pochodzą z ogłoszeń komorników, syndyków lub spółdzielni (więcej o zakupie nieruchomości na licytacji komorniczej napiszę w osobnym wpisie) i jest to zbyt ryzykowne dla początkujących fliperek. Zanim doszłyśmy do tych wniosków zastał nas maj. Piękna pogoda i nieposkromiona chęć działania sprawiła, że zaczęłyśmy szukać okazji inwestycyjnych na popularnych portalach związanych ze sprzedażą nieruchomości. Kolejnym zaskakującym dla nas wnioskiem był fakt, że ceny nieruchomości w Warszawie były dla nas zbyt wysokie nawet po okazyjnej cenie. Padło na miasta, które są dobrze skomunikowane z Warszawą czyli Pruszków, Piastów, Piaseczno itp.
Znalazłam mieszkanie w Piasecznie po względnie rozsądnej cenie, przy stacji KM. Z pięknym dużym balkonem, niestety na 3 piętrze bez windy na zamkniętym osiedlu. Moja koleżanka zadzwoniła i negocjowała z agentką nieruchomości (wynajętą przez właścicielkę) cenę. Z 214 tys. PLN udało się zakupić mieszkanie za 196 tys. PLN. Mieszkanie było do generalnego odświeżenia (to ważne: nie było do generalnego remontu). Na ścianach gładź, w miejscu gdzie była niemodna kamienna dekoracja postanowiłyśmy położyć na całą ścianę czerwoną cegłę, łazienka kwalifikowała się do remontu jednak budżet nie pozwolił nam na całkowity remont (płytki zostały pomalowane specjalną farbą do płytek). Co istotne nie malujemy tą farbą podłogi wiec jeżeli nie zamierzamy jej wymieniać najlepiej żeby farba pasowała do płytek na podłodze. Na podłogach był parkiet, który postanowiłyśmy wycyklinować a meble w kuchni okleić okleiną z Leroy Merlin 😊 Postawiłyśmy ścianę z karton gipsu i w ten oto sposób z kawalerki zrobiłyśmy dwa pokoje, wymieniłyśmy drzwi wewnętrzne, zawiesiłyśmy piękne oświetlenie oraz firany. Tym oto sposobem mieszkanie przeszło totalną metamorfozę.

Remont był robiony po kosztach i całkowite nakłady na remont wyniosły ok 10 000 złotych.
Mieszkanie zostało sprzedane w listopadzie za cenę 258 000 złotych i zysk netto już po opodatkowaniu wyniósł 38 tys. PLN.
Była to dla mnie ogromna lekcja. Mnóstwo stresujących sytuacji, pracowania fizycznie od świtu do późnego wieczoru, współpraca z różnego rodzaju fachowcami, których trzeba było pilnować, sprzątnięcie i przygotowanie do sprzedaży.
Cały proces przeszłam z koleżanką, chyba tylko dla tego, że byłyśmy w bliskich relacjach nikt nie stracił życia 😊
Podsumowując:
Aby zrobić dobrego deala na flipie należy pamiętać aby kupić mieszkanie w dobrej cenie (196 tys. Vs 258 tys.) w dobrej lokalizacji (bliskość Kolei Miejskiej – 4 min oraz dobra komunikacja z Warszawą – 20 min)
Ponadto to mieszkanie miało jeszcze inne zalety. Znajdowało się na zamkniętym osiedlu z placem zabaw dla dzieci i dość dużym parkingiem, miało pożądany metraż (35 m kw) oraz duży balkon. Największym mankamentem tego mieszkania było 3 piętro bez windy.
Przeważnie nieruchomość, która jest wyceniona znacznie poniżej wartości rynkowej wynika z jakiejś sytuacji, której nie widać gołym okiem.
W tym konkretnym przypadku nałożyło się kilka czynników. Po pierwsze właścicielka mieszkała w pięknej polskiej nadmorskiej miejscowości. Można domniemać, że w związku z odległością nie mogła opiekować się mieszkaniem tak jakby była na miejscu. Agentką właścicielki była Pani z Warszawy, która musiała poświęcić sporo czasu na dojazd żeby pokazać to mieszkanie, a pokazanie mieszkania nie oznacza jego sprzedaży ( w tym wypadku to również zadziałało na naszą korzyść). No i był jeszcze jeden czynnik, który był na pewno sporym kłopotem właścicielki, a o którym dowiedziałyśmy się kilka tygodni po zakupie. Okazało się, że był źle zaizolowany balkon (błąd dewelopera) co powodowało zalewanie ściany sąsiada z piętra niżej. Nie byłoby w tym nic złego, ponieważ cała wspólnota wystąpiła do dewelopera o naprawę izolacji balkonów z tytułu gwarancji. Jednak Pani, która sprzedała nam mieszkanie nie przystąpiła do pozwu zbiorowego i sąsiad żądał aby zaizolować balkon na własny koszt oraz naprawić mu zalaną ścianę. Tym oto sposobem zostałyśmy z problemem same. Ale o tym kłopocie i jak został rozwiązany w osobnym wpisie.
Tak w skrócie wyglądał mój pierwszy filip. Było to dla mnie uczucie ogromnej satysfakcji.
Jeżeli macie jakieś pytania to chętnie na nie odpowiem.
Miłego dnia 😊
Ania.